21.04.2015

Rozdział 01

Słoneczne i ciepłe słońce wpadało nawet przez zasłonięte rolety. Wstałam z łóżka, związałam włosy w koka i wybrałam sobie czystsze oraz nowsze ubrania z bielizną. Weszłam do łazienki i postanowiłam się orzeźwić zimnym prysznicem, który zrobiłam w kilka minut, po czym wyszłam z łazienki i zastałam wyspanego Luke. Pocałował mnie na powitanie. Chwilę porozmawialiśmy i razem zeszliśmy do kuchni, gdzie zastaliśmy tam moich rodziców jedzących śniadanie oraz Irwin'a z Handream. Usiedliśmy między przyjaciółką i jej chłopakiem a moimi rodzicami, którzy zdezorientowani siedzieli i popijali poranną kawę. Zaczęliśmy w ciszy konsumować wspólnie nasz posiłek.
- Więc... - odchrząknął tato - jak się wczoraj bawiliście? - zwrócił się do naszej czwórki. Na mnie i na chłopaka spojrzał wyjątkowo surowym i nieprzyjemnym spojrzeniem.
- Nie było tak dobrze, jak myśleliśmy na początku. Osobiście myślę, że było nudno. Nic się nie działo, po za bójką, ale to był chwilowy incydent. Nie ma co wspominać. - przybrałam oficjalny ton i wymówiłam za naszą czwórkę. Wiedziałam, że jeśli wyjdą przyjaciele, to rodzice urządzą mnie niezłe kazanie. - A u was, jak było na przyjęciu biznesowym?
- Nie wiele. Spotkaliśmy naszą przyjaciółkę, która zaproponowała żebyś do niej na wakacje wyjechała. Akurat za parę dni się rozpoczynają, a my z mamą stwierdziliśmy że mogłabyś wyjechać. Powiedziała, że będziesz mieszkać z jej synem i jego kolegami. Podobno są bardzo fajni i również mają zespół. Może ci się tam spodoba i nie będzie tak źle? - nie miałam ochoty tego słuchać. Nie miałam ochoty się sprzeciwiać, nie miałam na nic ochoty. Chciałam pójść i się rozpłakać, jak dziecko któremu zostało coś zabrane.
- A gdzie to? - wielka gula rosła w gardle, lecz musiałam ją przezwyciężyć. Przełknęłam ślinę trochę głośniej niż przypuściłam prawie wszyscy wlepili we mnie wzrok. Luke zaś spuścił głowę i trzymał moją dłoń, którą ściskał delikatnie. Na chwilę poczułam jego łzę, uścisnęłam jego dłoń - dając pocieszenie.
- Los Angeles. - prawie się zakrztusiłam kawą, gdy to usłyszałam. Natychmiastowo zakryłam jedną dłonią usta, żeby nic nie wykrztusić na stół, jak i również nie krzyknąć. Rodzice jeszcze długo uzgadniali mój wyjazd beze mnie, gdzie bezczynnie wpatrywałam się w pusty kąt kuchni.

Kilka dni później, po zakończeniu roku szkolnego...
- Masz szukać karteczki z twoim imieniem lub nazwiskiem, pamiętaj! - zastrzegł mnie tato w ostatnich paru minutach przed wylotem. Zestresowana mocno ściskałam czarną torbę, która była niemożliwie wypakowana moimi rzeczami.
- Dobrze, już dobrze. Dam sobie radę. Nie jestem małą dziewczynką. - zaśmiałam się z troskliwego ojca. Mama miała także pod nosem niekształtny i niewyraźny uśmieszek. Pożegnałam się z rodzicami i poszłam do odprawy, po czym wsiadłam do samolotu. Puściłam moją ulubioną playlistę i mimowolnie się uśmiechnęłam. Może nie będą aż takie złe te wakacje? Szkoda tylko, że nie ma przy mnie Valerie, ale jeśli przyjaciółka rodziców się zgodzi to przyjedzie do mnie i dobrze sobie zaplanujemy czas. Po cichu zaczęłam nucić niedawno poznaną piosenkę Bad Habit. Nie dokończyłam dobrze słuchać muzyki, gdy sen zmorzył moje całe ciało i pozwoliło choć na chwilę się odprężyć i zapomnieć kim jestem, gdzie jestem...

- Proszę wszystkich pasażerów o zajęcie miejsc! - rozległo się w głośnikach, a potem powtórzone dwa razy, które natychmiastowo wybudziło mnie z śnienia na jawie. - Zaraz lądujemy. Proszę schować bagaże pod siedzenie, sprawdzić czy mają państwo zapięte pasy, obudzić tych, którzy śpią. Proszę o odłożenie wszelkich napojów oraz jedzenia do kubła. Proszę nie bagatelizować naszych poleceń. - usiadłam na miejscu i zaczęłam spełniać polecenia, jakie wydali. Zapięłam się specjalnym pasem, zamknęłam oczy i głęboko oddychałam. Po chwili nadeszły turbulencje nie jakieś duże, ale było czuć drżenia pojazdu. Kiedy wylądowałam bezpiecznie na lotnisku wyszłam z samolotu i skierowałam się po bagaż, szybko go zabrałam i zaczęłam szukać karteczki z moim imieniem lub z nazwiskiem. Chwilę później mój wzrok spostrzegł wysokiego chłopaka, który z uniesionymi rękami ku górze trzymał kartkę z napisem Emily. Podeszłam do niego i dopiero wtedy spostrzegłam kolejną czwórkę chłopków, którzy wygłupiali się podchodząc do wszystkich i rozdając buziaki. Pokręciłam niedowierzająco głową i zwróciłam całą swoją uwagę na chłopaka z karteczką.
- Cześć, jestem James. Mam nadzieję, że lot minął ci w miarę dobrze. Podaj mi swoje walizki - podałam mu je bez słowa - a teraz chodź i nie zwracaj na nich uwagi. - poinstruował mnie chłopak, a na samo powitanie przytulił mnie mocno. To było przyjemne! Wsiedliśmy do dużego auta zapoznając się z sobą.
- A my nie czekamy na nich?  - zapytałam nowo poznanego chłopaka, gdy wyjeżdżaliśmy i już powoli mieliśmy za sobą lotnisko.
- Nie, uwierz mi. Jeśli nie chcesz się ich wystraszyć, to lepiej nie. - zaśmiał się i spojrzał w lusterko, po czym jeszcze bardziej się roześmiał widząc biegnącą czwórkę chłopaków za autem. - Przepraszam chłopaki - zaśmiał się i przyśpieszył, tak jak i on sama się zaśmiałam z nieznajomych.
James podjechał na wielki podjazd przed ogromnym domem. Był ładny, ale nigdy nie lubiłam za bardzo dużych domów. Pomimo tego, dom był naprawdę świetnie urządzony i jeszcze czysty.
- Ładny macie dom - uśmiechnęłam się do chłopaka, który zaraz to odwzajemnił.
- Dzięki, chodź zaprowadzę cię do swojego nowego pokoju, chyba że będziesz chciała spać z którymś z nas - zaśmiał się głośno wypowiadając ostatnią część zdania, sama również się do niego przyłączyłam dając mu kusańca w bok. Po chwilowych żartach chłopak zaprowadził mnie do niewielkiej, ale przestronnej sypialni. Była w kolorze mięty, a wystrój miała bardzo delikatny i harmonijnie wpasowany w nastrój i kolor pokoju. Od zawsze marzyłam o miętowym pokoju.
- Podoba ci się? - zapytał ciemnooki, który wyglądał na takiego skrępowanego.
- Jest śliczny! Zawsze marzyłam o pokoju w kolorze mięty! - zaśmiałam się i dalej wpatrywałam się w ściany, niektóre z nich miały naklejone naklejki z kwiatkami i różnymi floresami.
Po dłużej ciszy między nami usłyszeliśmy otwieranie drzwi i jego trzaskanie, głośne sapanie i ściągnie butów.
- James...- przerwa na oddech i kolejne wołania - zabiję cię! Zobaczysz, wywiniemy ci taki numer, że pożałujesz. Chyba, że masz coś na swoją obronę.
James wyszedł z pokoju i poszedł do chłopaków śmiejąc się głupkowato, a ja jeszcze zostałam w tym ślicznym pokoju, lecz po chwili wyszłam z niego i skierowałam się do salonu, choć taką miałam nadzieję że tam trafię.  Na całe szczęście trafiłam i zobaczyłam, jak dwoje chłopaków się biło. Reszta krzyczała i dołączała do ich. Bliźniacy i reszta zwróciła na mnie uwagę, gdy coraz głośniejszy miałam napad śmiechu.  W końcu się ogarnęłam i poprawiłam się, przedstawiłam się reszcie którą jeszcze nie poznałam.
- Hej, jestem Emily. - uśmiechnęłam się do wszystkich przyjacielsko. Nagle jeden z bliźniaków szybko  się wyrwał drugiemu i podbiegł do mnie.
- Hej, jestem Jai, bliźniak Luke'a. Tamtego - zaśmiałam się, gdy ręką wskazał na drugiego chłopaka, który wpatrywał się we mnie. Uśmiechnęłam się do niego, a zawstydzony Luke spuścił głowę i zaczął bawić się swoimi palcami. Jai podał mi rękę, którą chwyciłam. Lecz zamiast poczuć jego uścisk, poczułam lekkie muśnięcie ust Jai’a. Zachichotałam, reszta chłopaków już normalnie się przywitała ze mną.
- Może oglądniemy jakiś film? - zapytał Daniel całej naszej szóstki. Nagle zapanował chaos. Siedziałam cicho pośrodku tego i przypatrywałam się Luke’u, który spokojnie i cicho siedział z telefonem w ręce.
- Emily  oglądasz z nami? - zapytał James. Zastanowiłam się chwilę.Byłam zmęczona i musiałam się rozpakować. Popatrzyłam się na czwórkę chłopaków, która wpatrywała się we mnie.
- Ja podziękuje, zmęczona jestem. - uśmiechnęłam się do nich - Jeśli byście mnie szukali jestem w pokoju. Dzięki za wszystko.
Zawiedzeni chłopaki pokiwanie głowami i włączyli film. Wstałam z kanapy i poszłam do pokoju, szurając stopami o podłogę. Gdy dotarłam do pokoju wzięłam się za rozpakowywanie ubrań i układanie wszystkiego do szafy. Po skończonej czynności poszłam znaleźć łazienkę, w której się umyłam i wróciłam do pokoju. Łóżko, które wcześniej wyglądało jak małe, teraz było niczym królewskie łoże. Zachęcało do siebie i wołało. Pokuszona uleżałam wygodnie na niej i z playlistą zasnęłam....

2 komentarze:

  1. Ja też tęskniłam misiaczku! Ale już jestem :D
    Co do rozdziału, to jest świetny! Serio!
    Uwielbiam to jak piszesz *o*
    Nie mam pojęcia co mam tu napisać więcej :c
    Moja wena dzisiaj jebła glebę i nie chce wstać ;c
    Zrób coś ;c
    Każ jej wstać ;c

    ALE I TAK CIE KOCHAM <3

    OdpowiedzUsuń

Szablon by
InginiaXoXo