28.04.2015

Rozdział 04


- Cześć, piękna. Pamiętasz mnie jeszcze? - cichy i przeciągły szept odezwał się do mnie nie ukazując swojej twarzy. Moje serce podskoczyło do gardła, gdy ktoś położył swoje dłonie na mojej tali.
- N-n-nie przypominam sobie. - mruknęłam cicho wysilając swoją pamięć na najgorsze wspomnienie.
- A ja wiem, że mnie pamiętasz. Jeśli zaś nie, to będziemy mogli się ponownie spotkać. Tym razem dostaniesz nauczkę za swoje. Pamiętaj! - zastrzegł mnie - Jeszcze mnie wspomnisz!
~*~
Płynne i zimne strużki potu leciały prędko i wsiąkały w materiał wczorajszej bluzki. Podniosłam się do pozycji siedzącej i zaczęłam regulować swój oddech i spowalniać szybsze bicie serca, które o mało nie wyskoczyło z klatki piersiowej. Mój mózg jedynie wołał i pragnął wody, która szybko by pokajało moje rozgoryczone ciało. Szybko wyswobodziłam się z ramion przyjaciela i biegiem poszłam do kuchni, gdzie znalazłam swoje źródło ukojenia. Napiłam się wody i dodatkowo zrobiłam sobie kakao, które wlałam zaraz do kubka w misie. Usiadłam przy kuchennym stole i rozmyślałam, aż w końcu do kuchni zszedł bez koszulki Lukey. Popatrzyłam się na niego krzywo, ale nie skomentowałam tego. Dopiłam ciemną ciecz i brudny kubek odstawiłam do zmywarki. Cały czas chłopak przypatrywał się mnie i starał się coś wyczytać z moich oczu, które wdały się w śnieżną, zamgloną bitwę. Pustka otaczająca wokoło nich była bezwzględnym bagnem przez które będziesz musiał przedrzeć się, jeżeli chciałbyś przejść.
- Luke… Luke…  - swoim płaczliwym szeptem wołałam  jego imię - On tu był. On był tu we śnie i mówił że przyjdzie i jeszcze raz… - przełknęłam głośno ślinę i dalej wpatrując się w ścianę, próbowałam nie rozpłakać się.
- Emily, Emily popatrz na mnie! - głośno szepnął do mnie Lukey. Nie popatrzyłam się, oczy zaszły łzami, które wylewały się ze mnie.
- Emily, kto to był i co on ci zrobił? - zapytał mnie chłopak sam będąc na skraju rozpłakania się. Dopiero po usłyszeniu co on ci zrobił, popatrzyłam się na chłopaka. Szybko wstałam z krzesła, na którym siedziałam i pobiegłam przytulić się w koszulkę Luke’a.
- On mi wyrządził krzywdę, pozwolił bym cierpiała i zniszczyła samą siebie, Luke. To było okropne co on mi robił. To było okropne i do dzisiaj mam obrzydzenie do własnego ciała. - cicho wyszeptałam spod wielkiego przytulenia.
- Ja nie pozwolę, by nikt nie skrzywdził mojej księżniczki. Emily, jestem i będę przy tobie. Cokolwiek się ma stać lub już się stało. Będę, bo czuję że jesteś mi kimś bliższym i nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić. - powiedział odrywając się od mojego ciała i całując mnie w czoło. - Chodź, pójdziemy spać.
- No dobrze. Mam nadzieję, że cię tym nie odstraszyłam od siebie. - mruknęłam cicho, jak najciszej by nie mógł mnie usłyszeć. A jednak!
- Nie odstraszyłaś, ale pozwoliłaś mnie bliżej poznać i zaufać mi. Przybliżyłaś się do mnie, a ja do ciebie. - uśmiechnął się do mnie i objął mnie ramieniem. Razem powoli przemierzaliśmy korytarz, aż doszliśmy do mojego pokoju. Obydwoje razem się na siebie patrząc poszliśmy spać. Usypiając mocniej wtuliłam się w ciało bruneta. Chciałam poczuć czyjąś bliskość i ciepło, by ponownie dostać bezpieczeństwo. Kiedy bóg Hypnos zabierał mnie na swój rydwan, by upoić mnie snem, ostatni raz spojrzałam w oczy chłopaka i usnęłam snem spokojnym.

Obudziły mnie jasne promienie słońca wpadające do pomieszczenia przez niezasłonięte okno. Zaspana przetarłam oczy i przeciągnęłam się na łóżku, ale gdy poczułam czyjeś ciało obok mojego od razu zaprzestałam czynności. Spojrzałam na osobę przy mnie, a moje nerwy opadły gdy zobaczyłam śpiącego Luka. Jednakże mój uśmiech coraz bardziej się powiększał i szerzył. Pomimo tego wkręciłam się obok niego bardziej i wtuliłam się w ciepło jego ciała. Po dłuższej chwili zrobiłam małą przerwę między nami i z nudów rysowałam różne wzorki na jego ciele. Wywijane, koślawe. Nagle chłopak mocno mnie do siebie przyciągnął i przygwoździł w niedźwiedzim uścisku, rękami objęłam go w pasie i uśmiechałam się na myśl, na to iż Luke Brooks ze mną leży i mocno mnie przytula.
- Od ilu już nie śpisz? - zagadnęłam cicho chłopaka, który oparł swoją brodę o moją głowę.
- Godzinę lub dwie. - zaśmiał się, jakbym opowiedziała najśmieszniejszy żart. Popatrzyłam się na niego, wesołego, który czerpał radość z chwili.
- No to czego mnie nie zbudziłeś!? - powiedziałam z wyrzutem do chłopaka, po czym dałam mu kusańca w bok. Nie zdążył nic powiedzieć, gdy do pokoju wpadli chłopaki i rzucili się na nas.
- Ej, coś za cicho było w nocy u nich! - Beau krzyczał do James’a, który męczył się z rozłączeniem naszej dwójki. Zrezygnowali z tego pomysłu, ale zaczęli nas oboje łaskotać.
- Dobra chłopaki, przestańcie! Dzisiaj zabieram Emily, więc może nas nie będzie cały dzień. - powiedział przyjaznym tonem i popatrzył się na mnie dosyć znacząco.
- Uuuu, zapowiada się randka! - zaśmiał się z nas Jaidon, brat bliźniak Lukey’a.
- Ja przyjmuje inną wersję niż waszą. - pokazałam im język i zrezygnowana w końcu wstałam z łóżka i poszłam się umyć oraz przebrać z wczorajszych ciuchów.
Gdy już usiadłam ubrana i wymalowana na łóżku zaczęłam się śmiać się z chłopaka, który wstał i teraz chodził po pokoju w celu znalezienia moich butów, których nie mogliśmy znaleźć od dłuższej chwili.
- Daniel oddawaj buty! - krzyczałam z pokoju, starając się nie wybuchnąć śmiechem, który od dłuższego czasu pohamowywałam.
- Cholera! Skąd ona wiedziała!? - krzyczał z dołu Skip, który chyba myślał iż go nie słychać.
- Głuchy by cię usłyszał, Daniel! - odwdzięczyłam się i po cichutku zeszłam na dół, tak aby nikt nie słyszał mnie. Gdy doszłam do jednego z wielkich pokoi i tam byli chłopcy, zaglądnęłam jak szpieg i uśmiechnęłam się gdy zobaczyłam resztę chłopaków szukających kryjówkę na moje miętowe roshe, aż w końcu zrezygnowani położyli je pod łóżko i usiedli, jak gdyby nic się nie stało i spokojnie powrócili do poprzedniej, niedokończonej konwersacji. Ja zaś wyszłam z ukrycia i z obojętnością poszłam po swoje obuwia. Chłopaki zdziwieni popatrzyli na siebie, a następnie na mnie.
- Następnym razem lepiej schowajcie buty lub ciszej rozmawiajcie. - w ostatniej chwili odwróciłam się napięcie i powiedziałam im, po chwili jednak wyszłam z pomieszczenia.
Weszłam do kuchni i natrafiłam na bliźniaka, który zrobił nam śniadanie. Uśmiechnięty od ucha do ucha podał mi moją porcję, po czym wziął swoją i wtapiał swoje ust w białą ciecz. Płatki z mlekiem… Sama na samo wspomnienie się uśmiechnęłam i dokończyłam paroma łyżkami swoją porcję. Zostawiliśmy oboje miseczki w zlewie poszliśmy do przedpokoju założyć buty, gdy Luke pierwszy skończył wybiegł jeszcze do swojej sypialni i przyniósł sprzęt. Uśmiechnęłam się na widok aparatu fotograficznego.
- No to jak, gotowa? - zapytał mnie brunet i gdy kiwnęłam głową na tak, zaczęliśmy wychodzić z domu chłopaków.
- Tylko mi grzecznie proszę i bez żadnych głupstw! – krzyczał na cały dom Daniel. Za mało mu wrażeń na dzisiaj!?
- Dobrze, tatku! Wy również grzecznie siedźcie na swoich tyłeczkach! Nie narozrabiajcie dzieciaczki! - krzyczałam już z podwórka, gdy zamykałam powoli drzwi. Zaśmialiśmy się z Luke’iem, który objął mnie ramieniem i prowadził mnie do miejsca, którego zapewne nie znałam.

23.04.2015

Rozdział 03




- Jak się czujesz Daniel? - zapytałam chłopaka, który siedział z naburmuszoną miną i wpatrywał się w wielką plamę na przodzie swojej czarnej koszulki. Zachichotałam cicho.
- Źle! Odkupujesz mi koszulkę! Przy okazji tobie kupimy z Dirty Pig. - zaśmiał się do mnie tak bardzo szyderczo, iż się go wystraszyłam.
- Dzięki, przyda mi się wasz nagłówek na moim ciele. - uśmiechnęłam się do niego, po to by jedynie go bardziej rozwścieczyć. Prychnął jedynie coś pod swoim nosem i poszedł obrażony do swojego pokoju trzaskając drzwiami.
- Kochany Skip. Mam nadzieję, że szybko mu minie. - zaśmiał się Beau.
- Też mam taką nadzieję. - mruknęłam cicho. Chłopaki jeszcze chwilę siedzieli w salonie i umawiali się na kąpiel w basenie. Nagle poczułam jak się unoszę w powietrzu. Pod sobą zobaczyłam Skip’a, który śmiał się diabelsko.
- Pomogę ci! - krzyczał do przyjaciela, Beau, który był podekscytowany wizją wrzuceniem mnie do wody po raz kolejny. Teraz sama byłam z naburmuszoną miną, jak Skip wcześniej.
- Na raz, dwa, trzy! - krzyczał główny dowodzący, Daniel. Po chwili rzucili mnie do wody i otrzepując swoje ręce, kiwali do siebie głowami na znak dobrze wykonanego zadania. Prychnęłam wodą, która wleciała mi do ust podczas wpadania do niej.
Pożałują tego. Zobaczą!
Poprawiłam włosy, które pod wpływem wody zamieniły się w ostre i nierozgarnięte ostrza. Posiedziałam chwilę w wodzie i po chwili zaczęłam pływać. Nie obchodziło mnie czy jestem w ubraniu, które zaraz po chwili ściągnęłam. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Wrzaski z pokoju na piętrze dało się słyszeć. Chłopaki niemiłosiernie krzyczeli i piszczeli. Po chwili wszystko ucichło, a płeć męska przeniosła się do basenu z hukiem schodząc. Zachichotałam cicho, gdy po chwili poczułam pojedyncze kropelki które muskały moje ciało, gdy chłopaki rzucali się do wody. Zaśmiałam się z nich, ale ten śmiech był odmienny. Pełen goryczy i tęsknoty. Smutny głos wypełnił mą duszę, nawet jeśli starając się zabawić z chłopaki nie dający o sobie zapomnieć. Wyszłam na wierzch i dopiero wtedy chłopaki zauważyli mnie w samej bieliźnie.
- Uuuu! - naraz cała piątka zawyła, niczym wilki do pełni wielkiego blasku księżyca.
- Nigdy nie widzieliście waszych dziewczyn w bieliźnie? - zaśmiałam się z nich, którzy z otwartą buzią wpatrywali się w mój zaokrąglony tyłek i średniej wielkości piersiom.
- Takich idealnych nigdy nie widziałem! - zadziwiony moją postacią i sylwetką, Daniel patrzył we mnie, jak w zaczarowaną istotę.
- Przynajmniej ładniejsze od twojego ego. - zaśmiałam się z chłopaka, a reszta jego przyjaciół zaśmiała się wraz ze mną. Wzięłam ubrania, które zostawiłam i postanowiłam już iść, gdy poczułam jak jeden z chłopaków łapie mnie za rękę.
- Nie idź, musimy się napatrzeć jaką to mamy ślicznotę w domu. - mruknął w moją stronę Luke! Po nim to się nie spodziewałam! Zachichotałam i jak na zawołanie zostałam wciągnięta w pułapkę krystalicznej wody, która połyskiwała w ciepłych i radosnych promieniach słonecznych. Zapiszczałam lekko i cicho, po czym Luke który cały czas mnie obejmował, wpatrywał się we mnie tymi swoimi czarującymi oczami. Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało. Ale oczywiście Beau musiał to przerwać.
- Ty, Skip! Opłacało się ją wrzucić do wody! - zaśmiał się do chłopaka i przybili sobie piątkę - Musimy to częściej robić!
- Jak więcej to razy będziecie robić, to pożałujecie z tym w parę minut. A będzie bolało, jak cholera! - z wymalowaną złością na twarzy patrzyłam się na nich z srogością i złością - Ze mną nie ma żartów! Ostrzegam panowie!
- No dobrze, już dobrze. Nie denerwuj się tak, bo złość piękności szkodzi! - uniósł w geście obronnym ręce i zaśmiał się słodko.
- Zobaczymy jeszcze komu zaszkodzi! - pogroziłam mu w zamian palcem i patrzyłam na jego reakcję. Nie wiedział, jak się odezwać na moje odpyskowanie. Przegryzł wargę, aż po chwili wybuchliśmy śmiechem z chłopakami.
- Idź lepiej kobieto do kuchni gotować! - wyrzucił z siebie w końcu jakieś słowa, które nawet nie zabolały. Miały zaboleć?
- Dobra, co chcecie? Mogę wam zrobić na obiad i do tego potrzebuję ochotnika! - zaśmiałam się i posłużyłam się radą Jaidon’a, który siedział cicho i nie wiedział jak zareagować.
- Może Spaghetti? - James zaproponował, lecz zaraz coś dodał - Chyba, że umiesz coś polskiego? – wyszczerzył się w uśmiechu i nie mógł przestać. Pokręciłam głową na ich zachowanie.
- Dobra, ktoś się zgłasza na ochotnika do pomocy w kuchni!? - krzyczałam, jak prawdziwy szef kuchni. Zaśmiałam się, gdy wszyscy unieśli rękę do góry. Zupełnie, jak w szkole.
- A wezmę sobie Lukey’a - zaśmiałam się z mojej decyzji i dopiero po chwilowym namyśle dodałam - i Beau!
- Widzicie chłopaki!? Tak to się robi! - zaczął krzyczeć i przybijać piątki z resztą.
- Uważaj, bo zaraz sobie wezmę James’a. - zaśmiałam się z chłopka, który po chwili ucichł. Pokiwał grzecznie głową i wyszedł wraz jednym z bliźniaków z wody. Razem poszliśmy do pokojów i przebraliśmy się, wysuszyliśmy się i wróciliśmy do kuchni. Zaczęliśmy gotować, poczynając również od bitwy jedzeniowej. Gdy skończyliśmy, razem zawołaliśmy resztę i  poczęliśmy jeść. Wszystkim smakowało i byli zadowoleni, chwaląc moje danie. Uśmiechałam się i dziękowałam, dodając że miałam dobrych pomocników. Po zjedzeniu posiłku umyłam naczynia i następnie poszłam do pokoju w celu przebrania się z pobrudzonych od składników ubrań. Po przebraniu się w coś czystszego i umyciu się poszłam do jednego z pokoi, gdzie przesiadywali chłopaki i oglądali coś.
- No to co robimy? - zapytałam się reszty i oczekiwałam odpowiedzi, ale się jej nie doczekałam. - Okej, każdy mnie ignoruje! Spoko, czuje się świetnie.
Zrezygnowana poszłam do pokoju i położyłam się do łóżka. Po chwili zastanowienia, czy zadzwonić do Valerie i reszty - złapałam za telefon i wybrałam numer przyjaciółki.
Pierwszy sygnał, drugi, trzeci i piąty. Nie odbiera tak samo, jak i reszta. Bałam się o nich, ale zapewne przygotowują się do kolejnego wypadu na imprezę. Beze mnie… Jak to dziwnie brzmi. Wypuściłam głośno powietrze i zwinęłam się w kulkę. Nogi skuliłam aż pod brodę, głowę zaś pomiędzy nimi i po chwili sięgając po mojego IPod’a, włączyłam smutną playlistę. Wsłuchiwałam się w każdy dźwięk i nutę. Każda melodia była dosłyszana przez moje ucho. Siorpnęłam nosem i łzy które zdążyły polecieć, wytarłam ręką, pozostawiając ślad. Ktoś zapukał do moich drzwi. Nie zareagowałam. Leżałam dalej zwinięta w kulkę, gdy natarczywy gość wszedł do pokoju i rzucił się na łóżko. Swoimi rękoma wepchnął pomiędzy moimi nogami łapiąc moją talię.
- Chcę zostać sama. - mruknęłam płaczliwym tonem głosu.
- Ćśś, jestem tutaj i nie pozwolę ci zostać sam na sam. - usłyszałam miękki głos, który dochodził od Lukey’a. Rozpłakałam się bardziej myśląc że to imię nosi mój chłopak. A może on nim już nie jest?
- Przejdziemy się jutro? - zagadnął mnie bliźniak po dłuższej chwili zapadnięcia ciszy pomiędzy nami.
- Mhm, no dobra. Ale… - miałam dopowiedzieć swoje zdanie, gdy chłopak je przerwał.
- Nie ma żadnego ale, teraz śpij. - rozkazał i zaczął się bawić moimi włosami, co coraz bardziej mnie koiło i zachęcało do zaśnięcia.
Odpłynęłam w ramionach cudownego przyjaciela, którym się stał w tym krótkim czasie. Czy to nie było cudowne? 
Szablon by
InginiaXoXo