17.10.2015

Rozdział 08

Emily's POV
- Chodź. - wyszeptał kusząco do mnie. Trochę zabrzmiało to zabawnie, więc się cicho zaśmiałam. Złapał mnie za rękę i pociągnął bliżej do krawędzi dachu. Wyglądało to jeszcze piękniej niż wcześniej. Wszędzie oświetlały miliony świetlnych latarni, na niebie zaś gwiazdy. Z zachwycenia otworzyłam buzię. Wyglądało to strasznie fantastycznie!
- Luke, to jest wspaniałe co robisz dla mnie! - zaczęłam mieć łzy w oczach, gdy niespodziewanie kolejny raz mnie do siebie przycisnął. Zaczęłam już płakać, nagle zmieszały się we mnie uczucia wszystkie. Niepokój, złość, zawiedzenie, radość, szczęście i najmocniejsze uczucie odczuwałam tęsknoty. Jeszcze mocniej schowałam się w jego ramiona, na tyle ile dało mi to rady. Słyszałam pocieszające słowa Luke’a, ale nie mogłam się pohamować. Co się ze mną dzieje!?
- Dla wyjątkowych ludzi, warto robić wyjątkowe rzeczy. - usłyszałam między moimi łkaniami łez, jego słowa. Było mi z nim lepiej niż z Hemmings’em. Już nie odczuwałam tęsknoty za nim, zrozumiałam że ta tęsknota była tylko za Valerie. To ją kocham znacznie głębiej niż mojego chłopaka. Ona jest cudowna i kochana. Ona jest wyjątkowa.
- Dziękuję, Luke. - uśmiechnęłam się do niego, jak najładniej i jak najszczerzej umiałam. Odsunął się jedynie kilka centymetrów ode mnie, jakby bał się że oddali się wtedy znacznie dalej i go odtrącę.
- Zrezygnujemy z wariackiej podróży po mieście, zrobimy to kiedy indziej? - zapytał mnie patrząc się w moje tęczówki, po czym oboje usiedliśmy na skraju dachu z wywieszonymi nogami.
- Hmm, wolę ryzyko. Masz w zanadrzu coś nielegalnego, coś co nikt nie dowie się i będzie to dreszczyk emocji? - zaśmiałam się.
- Pewnie, że mam! Czas na Sea World! - wykrzyknął radośnie i wstał szybko omal nie wypadając z dachu, gdy przytrzymałam jego nogi.
- Nie możemy włamać się do Sea World! - pisnęłam cicho, ale widząc jego znaczące spojrzenie wiedziałam, że jestem na straconej pozycji.
- Nie będziemy niczego łamać, nie myśl o tym! Po prostu to zrobisz ze mną, gdy nas przyłapią zwalisz winę na mnie. - nie powiem, ale to mnie przekonało.
Podał mi dłoń i pomógł wstać. Dalej trzymając się za ręce zeszliśmy z dachu i już po chwili znaleźliśmy się na zewnątrz budynku.
- Albo wiesz co... - przystanęłam szybko i poczekałam aż się odwróci - wracajmy do chłopaków. Odechciało mi się, może kiedy indziej?
- Okej. - zaśmiał się, założył swoje ramie na moje i ruszyliśmy z miejsca w stronę domu chłopaków, a mojego tymczasowego. 
Weszliśmy cicho do pustego domu (właśnie: gdzie oni są!?). Pokazałam Luke'owi palec na ustach i ruszyliśmy cichutko, jeśli tak można było nazwać kroki bliźniaka. Przewróciłam oczami, w salonie nie było nikogo, co wskazywało na to, że się schowali. Powoli się przyciemniało, a słońce ostatnie promienie dawało i pokazywało najskrytsze kryjówki domu, więc mieliśmy ułatwioną sprawę.
"Czy jest jakaś wielka szafa?" - zapytałam bezgłośnie, na co chłopak nie zrozumiał tego i powtórzyłam jeszcze raz, zrozumiał. Wskazał mi kierunek, który znajdował się obok pokoju Jai'a. Weszliśmy do obojętnie jakiego pokoju i mówiliśmy:
- Gdzie oni mogą być?
W końcu pośród krzyków usłyszeliśmy kroki, szybko schowaliśmy się za drzwiami, które akurat się uchyliły i wyskoczyli chłopaki, strasząc się nawzajem swoimi krzykami. Zachichotaliśmy i już po chwili ich zdezorientowania, wyszliśmy z ukrycia i buchnęliśmy na nich, którzy po chwili leżeli na podłodze na wskutek  wchodzenia na siebie. Zaczęliśmy się mocno śmiać, aż w końcu znaleźliśmy się na podłodze zwijający się z bólu brzucha.
- Jesteście mądrzy!? - zaczął piszczeć Beau, jak dziewczynka.
- No, jak widać nie. - powiedziałam, dalej krztusząc się ze śmiechu.
- No właśnie widać! Prawie zawału dostałem! Wystraszyliście mnie na śmierć! Nienawidzę was czasem! - dalej krzyczał i piszczał, a reszta pochichotała.
- Chyba raczej dorobiłeś się w gacie, braciszku! - zaśmiał się Jai, a za nim reszta. Wkurzony Beau spiorunował go wzrokiem.
- Ej, ludzie. Mamy materiał na kolejny DareSunday!! Mam to nagrane! - zachichotał Luke i pokazał telefon. Zaśmialiśmy się wszyscy, prócz biednego Beau, który pokazał nam środkowego palca.
- Oj, nie obrażaj się. Lubimy cię, i to bardzo. - uśmiechnęłam się do niego szczerze i otworzyłam ramiona na starszego Brooks'a, który oczywiście chętnie w nie wpadł i wtulił się we mnie, jak w miśka.
- Wiesz co? Opłacało się trochę powściekać - mruknął - ponieważ bardzo dobrze się do ciebie przytula. - oderwał się i wyszczerzył się, zaśmiałam się i pokiwałam głową.
- To prawda, dużo osób mi to mówi. Chodźmy na dół, oglądniemy coś może? - powiedziałam i zapytałam się chłopaków, którzy ochoczo pokiwali głowami.
- Ja siedzę obok Emily! - wrzasnął Luke i popędził do mnie, kiedy już usiadłam.
- My to wiemy!! - odkrzyknęli chłopaki, patrząc się na niego spod byka. Zaśmiałam się i rozsiadłam się wygodniej, oparłam głowę o Luke klatkę piersiową, a nogi wystawiłam na stolik, a on zrobił to samo. Po chwili obok mnie usiadł Skip, a jeszcze obok wcisnął się Beau.
- Oglądamy horror! - krzyknął roześmiany James, który dotąd siedział cicho i mało co się odzywał. Skierował swój wzrok na mnie, chwilowo, co zdążyłam odpowiedzieć uśmiechem. Puścił film i usiadł obok Jai'a, który z kolei usiadł obok Beau. Chwilę później była jakaś scenka, gdzie wystraszyłam się, skuliłam się w siebie i przytuliłam się mocniej do Luke'a.
- AAA! - pisnął Skip, kolejny jak dziewczynka i złapał za moje ramię oraz się do niego przytulił. Coraz bardziej głosy wydawały mi się odległe, a ja coraz bardziej stawałam się śpiąca. Po kilku minutach, poczułam że głowa Skip'a ląduje na moich nogach, a Luke bardziej mnie przygarnął do siebie. Uśmiechnęłam się do siebie i coraz bardziej broczyłam się w sen. Zostałam wygrzebana z nacisku ciał chłopaków i zaczęłam pływać w obłokach, lecz znów mnie ktoś ułożył na łóżku, ściągnął obcisłe i niewygodne rurki ze mnie, przykrył kocem i kołdrą, z racji tego że zmarzłam. Ktoś miał już iść, ale po ciemku złapałam go za rękę i pociągnęłam do siebie. Chwilę stawiał opór, lecz już po chwili znalazł się obok mnie, trzymając jego rękę, owinęłam się jego ramieniem i poczułam jak jego ciepły tors ociepla moje plecy i powoduje motylki w brzuchu, które szczerze: nienawidziłam.
- Zawsze się zastanawiałam, jak to jest usnąć w objęciach pewnego chłopaka, gdzie nie jesteś pewna czy jest twoim najlepszym przyjacielem czy kimś bliższym. - powiedziałam cichutko, nie otwierając oczu. Tak po prostu przez sen.
- Teraz już wiesz. - powiedział znajomy głos Luke'a, który wydał mi się tak bezpieczny, że się do niego odwróciłam i wtuliłam jeszcze mocniej niż poprzednio. - Kocham cię Emily O'Donnell. Postaram się, żebyś zawsze czuła się przy mnie bezpiecznie.
Serce mi zabiło. Czy ja go kocham?
Po chwili poczułam jego usta na moim czole. Mimowolnie uśmiechnęłam się i kończąc walkę ze snem, usnęłam w bezpiecznych ramionach Luke'a Brooks'a, chłopaka którego nie wiem czy jest moim przyjacielem, czy kimś bliższym.
Szablon by
InginiaXoXo