30.06.2015

Rozdział 06

Emily POV.
- Pierwszą rzeczą, jaką dziś zrobimy, to pójście na czekoladę! - wyszczerzył się w biały uśmiech Luke, który przez niechcący upadł na tyłek. Zaśmiałam się z jego niezdarności i patrzyłam na niego, gdy jęczał z bólu i masował sobie miejsce, w którym się uderzył.
- Może przestaniesz się łaskawie śmiać i pomożesz mi wstać? - oburzony odezwał się i jego mina po chwili zmieniła się i sam się z siebie śmiał. Po czym pomogłam wstać chłopakowi, który złapał moją rękę i dziwnie się wykręcił.
- Dobra, chodźmy. - uśmiechnął się przyjaźnie i przyciągnął mnie mocniej do siebie.
Po kilku minutach otworzył drzwi do jakiejś kawiarenki. Spostrzegł jakiś stolik odosobniony od wszystkich, który był pod oknem. Doszliśmy tam i usiedliśmy na miejscu. Złożył zamówienie do kelnerki, która przyszła i zaczęła się przylizywać do młodego Brooks’a. Burknęłam coś pod nosem poirytowana i zaczęłam za jej plecami przedrzeźniać ją. Luke powoli nie mógł się opanować i coraz częściej spoglądał na mnie. Po kilku minutach stracił panowanie i śmiał się na całą kawiarnie. Wkręciłam się w swoją rolę i nie wiedziałam nawet kiedy odwróciła się do mnie i zobaczyła to co robię. Fuknęła głośno i odeszła machając tyłkiem na wszystkie strony i sposoby.
- Co ty robisz! - skarcił mnie Luke, sam się śmiejąc uradowany.
- Nic, jestem kompletnie grzeczna - uśmiechnęłam się do chłopaka, który zaczął się wiercić, jednak po chwili się opanował ponieważ kelnerka niosła nasze zamówienie.
- Na szczęście przyniosła inna kelnerka, nie zniosłabym jej ostrego wzroku. - burknęłam w jego stronę cicho, by nie narobić sobie kolejnych kłopotów.
- Sam bym tego nie mógł! - uśmiechnął się i odwrócił się w stronę lady, gdzie jego kelnerka pomachała do niego, lecz gdy ja się do niej odwróciła, pokazała mi środkowego palca.
- Widzisz! Ludzie mnie bardziej tolerują od ciebie! - wytknął mi język, który zaraz poparzył popijając gorącą czekoladę. Głośno pisnął i popatrzył na mnie z miną mordercy. Wzruszyłam ramionami i dalej wpatrywała się w zaczerwienioną twarz ciemniejszego bruneta. Po chwili opanował się i dalej popijał czekoladę, która zaczęła nam stygnąć. Rozmawiając i poznając siebie zaczął nam szybko, ale miło lecieć czas.
- Zbieraj się, teraz idziemy gdzie indziej. - uśmiechnął się i zapłacił za moje oraz jego zamówienie, choć nie chciałam, żeby to zrobił.
- Okay - uniosłam ręce w geście obronnym, chłopak zaśmiał się ze mnie i obydwoje po namyśle wyszliśmy z pijalni czekolady.
- To gdzie teraz? - zapytałam go, ale gdy zobaczyłam jego kpiący uśmieszek i odwrócenie się do mnie tyłem, a następnie pójście bez jakiegokolwiek słowa zrozumiałam, że to pytanie jest zbędne.

- Luke’i - Pooky’i Brooks’e gdzie ty mnie prowadzisz!? - zaczęłam jęczeć mu nad uchem, gdy zaprowadził nas do jakiejś ciemnicy.
- Ciszej, chodź szybciej. - rzucił przez swoje ramię i przyśpieszył kroku, po chwili znaleźliśmy się na schodach prowadzących coraz wyżej ku górze, zaraz obok była winda.
- Nie lepiej windą pojechać? - zapytałam go lekko sapiąc i nie mogąc wziąć oddechu.
- Nie, wyłączyli ją z zasilania. - zaśmiał się diabelsko i zaczął znów wspinać się na górę po schodach.
Nie wiem ile szliśmy, ale zaczęło mnie irytować ciągłe chodzenie po schodach. Jakby nie było ciekawszego zajęcia.
- Luke! Nie wiem ile jeszcze będziemy iść, ale mam cię dość! Ja siadam i nie mam zamiaru się stąd ruszać! - krzyknęłam do niego i usiadłam na zimnym betonie. Skrzyżowałam ręce i zaczęłam stukać palcami o swoje ręce, aż w końcu uszła ze mnie cała złość.
- Mała, już jesteśmy prawie - prychnęłam na to co powiedział i dalej siedziałam skamieniała - Naprawdę, chodź.
- Dobra, ale jeśli okaże się że zostało z jakieś kilkanaście schodów to cię zamorduję! - warknęłam zła i posłusznie wstałam znajdując się naprzeciwko niego.
- Chyba nie mówisz poważnie! - zaśmiał się z tego, jak z najbardziej śmiesznego żartu jaki usłyszał.
- Zamorduję cię! - warknęłam mocniej naciskając na słowa, na co ucichł i zachichotał jedynie. Odwrócił się napięcie i zaczął iść w stronę schodów, które chyba się kończyły za zakrętem ponieważ jego kroki zrobiły się lżejsze i nie słychać było odcisków na betonie. Poszłam za nim i uśmiechnęłam się, gdy zobaczyłam że trafiliśmy na dach wieżowca, na który wdrapaliśmy się.
Wiatr owiał moją szyję, a ja natychmiastowo wciągnęłam jak najwięcej cennego powietrza i zamknęłam oczy dalej stojąc w tym samym miejscu co przystanęłam. Nie potrafiłam oderwać się od tego co zyskałam, uwielbiałam wiatr i jego mocną moc, gdy owiewał i rwał wszystko co popadnie. Uwielbiałam księżyc, który jakimś cudem pojawił się jego zarys na błękitnym niebie chroniąc się w cieniu mgły, by nikt nie spojrzał na jego białość. Luke owinął moją talię niespodziewanie ciągnąc w stronę krańca dachu, chociaż nie widziałam bo dalej miałam zamknięte oczy, byłam niemal pewna co robi. Czułam jego czekoladowo - słodki oddech na mojej szyi. Czułam jego usta obok mojego ucha, zadrżałam na jego myśl.
- Otwórz oczy - polecił mi chłopak, który oderwał się ode mnie i stanął obok mnie stykając nas ramionami, by nie było żadnego dystansu. Otworzyłam swoje błękitne oczy, którym ukazał się nieziemski widok miasta, w którym się znalazłam. Wcześniej ludzi było mniej, a teraz tłoczyło się ich dużo szukając miejsca na coraz to nowsze kroki. Jasność słońca, która wcześniej była teraz zbielała i jedynie chowała się za horyzontem szukając kryjówki by na chwilę odpocząć od porażającego ciepła i uciekając przed chmurami, które coraz bardziej pokrywało dotąd błękitne niebo. Księżyc mocniej przyświecał, a lampy uliczne oświetlały całe miasto nadając im niezwykły klimat.
- Piękny widok, nieprawdaż Emily? - zagadnął mnie Luke sam będąc oniemiały tym co zobaczył, tym w jakim świecie zostaliśmy stworzeni. Teraz wiedziałam, że nie będę żałować przyjazdu do  tego miasta. Nie będę żałowała tego co się tu stanie, bo wiem że to miasto zostało opętane niewidzialną nicią magii, która pokrywała teraz nasze dusze niczym lukier na pączku.
- Piękne, jak to znalazłeś? - mruknęłam oczarowana widokiem zachodzącego słońca, który niebezpiecznie zbliżał się do horyzontu.
- Kiedy byłem przygnębiony trochę się upiłem i zataczając się w tamtą i z powrotem stronę trafiłem jakimś cudem tutaj. Poruszyło moją duszę i jest to moje miejsce, w którym mogę się uspokoić. Przychodzę tu z różnymi sprawami do przemyślenia i zawsze mi pomaga ten widok. - uśmiechnął się leciutko wpatrując się w świat oświetlony poświatą ostatnich promieni słonecznych.
- A teraz o czy myślisz? - zagadałam go po kilkominutowej ciszy, która zaginęła w naszych sercach i przyjemnie ją się delektowaliśmy. Po chwili zmieniłam kierunek wpatrywania się w oświetlone miasto na Luke, który dalej patrzył tam gdzie ja wcześniej.
- O tym, że chciałbym cię lepiej poznać. - uśmiechnął się, ale dalej była widoczna powaga w jego słowach, czynach i tym co powiedział, spuściłam do dołu głowę i zastanawiałam się nad tym co przed chwilą wypowiedział.
- Chcesz mnie poznać? Usiądź ze mną w nocy. Obiecuje ci, że obędzie się bez słów. Zwyczajnie spójrz wtedy w moje oczy. Dostrzeżesz w nich to czego zza dnia nie widać. Więc skoro już patrzysz to zastanów się dlaczego mało mówię. Dlaczego uśmiecham się każdego dnia, udając pełnie szczęścia. Potem mnie przytul, jeszcze raz, ale mocniej. Poczuj choć po części moje wnętrze.  Jeżeli jesteś kimś prawdziwym zobaczysz to. Zobaczysz to czego inni nie potrafią. A ja wtedy zobaczę, że jesteś prawdziwym przyjacielem. Ale ty już mnie poznałeś Lukey, podołałeś tylko bądź ze mną. - wyszeptałam dalej bawiąc się palcami u rąk, nie patrząc my kompletnie w oczy, które żądały tego czego ja nie mogłam wypełnić.
Nie podniósł mojej głowy by spojrzeć w jego odbicie duszy, w oczy. Nie wyszeptał nic. Stał i przez dłuższą chwilę wpatrywał się we mnie. Po chwili jednak podszedł i bardzo mocno mnie przytulił.
Odwzajemniłam to.
Szablon by
InginiaXoXo