Valerie POV.
- Nienawidzę cię! - rzuciłam kolejnym szklanym naczyniem, który znalazłam po drodze przemieszczając się z każdego kątka mojego domu.
- Masz prawo, ale nie musisz. To tylko udawanie! - powiedział z widocznym spokojem w sobie, Ashton.
- Ty nieznośny gnojku! Kochałam cię, kocham cię! Bardzo mocno, a to co powiedziałeś przed chwilą zraniło mnie! Zraniło mnie i to bardzo! - wrzasnęłam na cały dom. W gardle zaczęło mnie drapać, ale nie przestałam. Jestem zła! Co ja mówię! Jestem wściekła.
- Możesz się uspokoić? - powiedział, dalej siedząc na kanapie i opierając swoje dłonie na stoliku do kaw. Te okropne ręce, które wyrażały brak uczuć kiedy mnie dotykały. Wzdrygnęłam się.
- Nie mogę! Bo wyrządziłeś mi ból! Ból, który długo nie przejdzie! - wrzasnęłam rzucając kolejnym wazonem. Szkło, które rozpadało się na kawałki pomagało z walczącym demonem wściekłości. Rozpalony ogień, który długo nie gaśnie. Wyrzuciłam kolejne szkło. Serio? Ile ja tego w domu mam? Czyżby Emily ma obsesje na punkcie szkła? Czy po prostu wiedziała, że mnie to łagodzi?
- Po co się w ogóle pakowałeś w takie gówno? Hmm? Dla zabawy? Jestem twoją zabawką!? - krzyknęłam i rzuciłam się w jego stronę z pięściami. Waliłam wszędzie, po plecach, w brzuch, poniżej pasa - wszędzie, by tylko wyrządzić taki ból jaki on mi zrobił. Jednał ujął moje rozwścieczone ręce w swoje i wzmocnił uścisk. Przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Poddałam się, ale wkrótce opamiętałam się. Wyrwałam się z silnego uścisku i z otwartej dłoni uderzyłam go w policzek. Strasznie mocno, bo zaraz odbiło się echem.
- Nienawidzę cię, nienawidzę cię jeszcze gorzej niż poprzednio. Nie mogę na ciebie patrzeć! - warknęłam do niego i patrząc się na niego miałam ochotę go zniszczyć.
- Nie prawda. Kochasz mnie, a ty dobrze wiesz że ja ciebie.
- Wynoś się! Nie chcę cię widzieć! Ani teraz ani dalej w moim życiu! Ty nic nie warta szmato, jeszcze mi za to zapłacisz! - pokazałam mu na drzwi - Wynoś się!
Popatrzył na mnie smutno ostatni raz, ale nie złamałam się na ten wyraz twarzy. Nie tym razem, gdy serce kraja się z bólu. Kiedy drzwi skrzypnęły i zamknęły się pobiegłam do swojego pokoju i panicznie chowałam wszystkie swoje ubrania do mojej walizki. Ledwo się zamykała, ale dopięłam swego i zapięłam ją. Kiedy skończyłam załączyłam laptopa i weszłam na stronę lotów do Australii. Musiałam się zobaczyć z przyjaciółką. Musiałam odpocząć od całego tego burdelu.
- Dzień dobry, chciałabym zarezerwować najbliższy lot do Melbourne. - mruknęłam do telefonu i słuchając wypowiedzi. - Tak, dziękuję bardzo. Do widzenia.
- Cześć. Wszystko okej? - zapytała na poczekaniu Emily. Dawno z nią nie rozmawiałam.
- Ch-hyba tak. - zaszlochałam do telefonu. - Mogę do ciebie przylecieć?
- Oczywiście, przecież ci tego nie zabronię. Spotkamy się i pogadamy, co ty na to? - pokiwałam głową, ale nie odpowiedziałam - To dobrze.
- Wiedziałaś? - zapytałam po nieco dłuższej chwili niezręcznego milczenia.
- Dopiero w wiadomościach słyszałam i widziałam co się dzieje w Internecie. - powiedziała cicho, w jej głosie było słychać żal i rozpacz?
- Ja też mam coś ci do powiedzenia. Coś związanego z Lukasem. Powinnam ci o tym dawno powiedzieć, ale nie wiedziałam co robić.
- Nic nie szkodzi, prawie o nim zapomniałam. Dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że jesteśmy z innych, kompletnie odrębnych, światów dla siebie. - czułam, że to jednak nie była prawda. To był zły pomysł iść wtedy z nią wagarować.
Obudziłam się ze snu mając nadzieję, że to nie jest rzeczywistość. Zauważyłam, że wpadamy w trans lądowania. Zapięłam pas i przygotowałam się do wyjścia. Po chwili już znajdowałam się na chłodnym, aczkolwiek ciepłym powietrzu. Wzięłam swoje walizki i zaczęłam ruszać przed siebie, gdy ktoś zasłonił mi dłońmi oczy.
- Wiem, że to ty Emily - powiedziałam i uśmiechnęłam się pod nosem. Po chwili odsłoniła mi widok i zaraz zaczęłam ją ściskać w moich ramionach.
- Ciebie też miło widzieć. - powiedziała i wyszczerzyła się. Jej pogodny humor zawsze wpływał na mnie pozytywnie.
- Daj, wezmę twój bagaż. - dosłownie wyrwała mi rączkę walizki i już po krótkim czasie ciągnęła zadowolona po całym lotnisku.
Zaraz przed nami wyrośli chłopaki, których nie znałam. Czasem ich widziałam w telewizji, ale jakoś się nimi tak nie przejmowałam. Jeden z nich podszedł do przyjaciółki i przytulił od tyłu. Ale tylko jeden przykuł moją uwagę. Jest bliźniakiem. Stał i patrzył się na mnie, nie racząc nic mówić. Wystarczyło jedno spojrzenie by zwrócić na niego uwagę.
- To jest twoja przyjaciółka!? - krzyknął chłopak z full cap'em na głowie - Jest niezła!
- Wiem. Moja ślicznotka. - Emily wystawiła im język, a ja się zaśmiałam pod nosem.
- Taak, twoja kochanie. - pocałowałam ją w policzek i zaśmiałam się. Pomimo ciężkich ostatnich paru godzin, czułam że to było odpowiednie towarzystwo by przegrało z Ashton'a zachowaniem.
- Zostaje u nas - zdecydował dotychczasowo milczący chłopak - Jestem Jai. Luke i Beau to moi bracia, a wiem że zgadniesz który to mój brat bliźniak. - powiedział i zaśmiał się arogancko. Poirytowało mnie jego zachowanie.
- Jasne, patrząc na wasze podobieństwa on będzie milszy i mniej zarozumiały. - warknęłam w jego stronę, kiedy odwrócił się do naszej szóstki plecami.
- Hmm? Coś mówiłaś, rybeńko? - powiedział.
- Tak, ale chyba będę musiała ci załatwić skierowanie do laryngologa, kochanie.
- Kochanie w twoich ustach brzmi tak...tak miękko że mam ochotę słuchać cię cały dzień, na okrągło - odpowiedział, na co nie wiedziałam co powiedzieć. Jedyne co zrobiłam to wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się cwaniacko.
- No, no, no. Widzę, że ostro pogrywacie ze sobą. Może nie będziemy wam przeszkadzać? - powiedział Beau, brat tego wielkodusznego dupka.
- On nie chce ze mną rozmawiać. Oh! Co ja pocznę! - zaczęłam dramatyzować z potencjalnym udawanym akcentem, jak jedna z średniowiecznych dam. Reszta się zaśmiała.
- A tak w ogóle jestem James - powiedział najwyższy i z czarnymi włosami, mający kolczyka w dołeczku. Uśmiechnął się. - To jest Beau, jego już nieco poznałaś. Luke'a i Jai'a poznałaś. - zaśmiał się patrząc na miny bliźniaków.
- Czeeeść... Jestem Daniel. Daniel Sahyounie. Ale możesz mi mówić Skip. - klęknął na jedno kolana i ucałował mnie w rękę. Zaśmiałam się.
- Witaj, rycerzu. Przybyłeś z wielkiej i dalekiej wędrówki by ujrzeć mnie. Bogini słońca, ale pamiętaj olśniewam blaskiem tych co cenię. Jestem...oh, jestem Valerie. - jęknęłam i pochyliłam moje kolana, by oddać schyłki i skrawki zachowań pierwszego zakochania.
- Samym widokiem powalasz, księżno. Czy byłbym taki zaszczycony ująć twe ramię w moje? - powiedział patrząc się na mnie, ale w jego oczach widziałam iskierki żartu i wygłupu. W moich pewnie też je zauważył.
- No pewnie! - pisnęłam i delikatnie wsadziłam moją dłoń w jego ramię. Zaraz jednak całą ekipą, prócz Jai'a wybuchliśmy śmiechem i nie mogliśmy tego powstrzymać.
- Zaczynam was uwielbiać. - uśmiechnęłam się.
- Tak samo jest z Emily. Jesteście świetne! - zaśmiał się James i zaprowadził nas do swojego auta opowiadając, jak to ostatni żart zrobił przyjaciołom na lotnisku.

Czy to już niebo? Cholerka! Ten rozdział jest przecudowny, kocham go.
OdpowiedzUsuńCo takiego zrobili sosiki???
Relacja między Valerie i Jai'em >>>>> suuuuuuper :D
Koniec taki słodziaśny, awww *-*
Mam nadzieję, że prędko pojawi się kolejny bo nie mogę się go doczekać ^-^
Kochaaaam <3